![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
| co u nas | | | koncerty | | | wiadomości | | | odczucia | | | postmodernizm | | | malarz seba | | | radio Tajniak | | | kącik mnicha | | | L |
| księga gości | | | Koherencja | | | Banda Idiotów | | | Armia | | | subskrybcje | | | redakcja | | | linki | | | archiwum łapy precz od 3 | | | Tajniaki |
![]() |
Miały być recenzje, jednak były już zajęte. Wtedy przypomniało się, że przecież |
Izrael i MRR w trasie
Serię koncertów odbywa w Polsce grupa Izrael. Koncerty
przeplatają się z serią koncertów, które w tym czasie daje też Maleo
Reggae Rockers. Czasem występy obu tych grup odbywają się jednocześnie
w różnych krańcach kraju. Tak też było wczoraj, kiedy to Maleo grał w
Ostródzie, a Izrael w Jastrzębiu. Poniżej fotka z tego drugiego
koncertu. I słówko wyjaśnienia: gdy Izrael gra w składzie bez Darka,
skupia się na repertuarze z pierwszej płyty (tej z Kelnerem na wokalu)
oraz na piosenkach Roberta. Ma to oczywiście swój urok i z pewnością
warto takie wcielenie Izraela zobaczyć.

Izrael jest w najwyższej formie. Prezentuje nowe piosenki (w przypadku reaktywowanej kilka lat temu Brygady Kryzys trudno było się ich doczekać). Czekamy na płytę. Jest już nagrana - znowu w Londynie.
Przystanek Woodstock - Żary 10 - 12 sierpnia 2001
Kilka dni minęło od czasu, kiedy zamieniłem karimatę, śpiwór i namiot na koc, łóżko i pokój. Nie twierdzę, że była to korzystna zamiana, bo gdyby Przystanek Woodstock trwał dłużej, gdyby pieniędzy było więcej to pewnie owa zamiana miałaby miejsce później. Tegoroczna impreza była krótsza, bo dwudniowa, ale w tym czasie zdążyło zagrać wystarczająco zespołów, żeby wczesne poranne wstawanie było udziałem nielicznych. Wymienię tylko te zespoły, które pamiętam, a z tych które pamiętam również nie wszystkie. Dzień pierwszy: Gang Olsena, Pidżama Porno, Sweet Noise, Hołdys i Nocna Zmiana Bluesa. Dzień drugi: Hey, Inside the Outside, Raz Dwa Trzy (jak dla mnie najlepszy koncert), Houk i na finał Voo Voo (w Onecie w serwisie informacyjnym podano nazwę zespołu jako Woo Woo i tylko jeden z komentatorów pokusił się o sprostowanie). Nie wystąpił Closterkeller, nie było też żadnej formacji Kazika Staszewskiego, ale tego czego najbardziej żałowali wszyscy, bez wyjątku, to oczywiście brak koncertu Ich Troje... nie można mieć wszystkiego... Przed Voo Voo na niebie pojawiły się fajerwerki, które to przykuły uwagę większości. Zachwycone i zwrócone twarze ku górze, na których co chwila pojawiały się odbicia podniebnych rozbłysków były niemniej pięknym widokiem. Pokaz trwał chyba około dziesięciu minut. Już na kilka godzin przed nim Owsiak Jurek stracił głos, od początku zresztą lekko już zachrypnięty. Do tej jednak pory zdążył się nagadać i nakrzyczeć, często też był zmuszony zwracać uwagę na oczywiste sprawy, jak choćby nie podrzucanie piasku w górę, bo przecież i tak trudno oddychać pod sceną, a do tego kamery nie mogły rejestrować koncertów. Nie zawsze reakcja na ostrzeżenie była widać zrozumiana, bo w pewnym momencie Owsiak wydarł się przez mikrofon, po czym kazał 'pokojowemu patrolowi' usunąć spod sceny jakiegoś 'łysego gnojka' jak go określił, co spotkało się z akceptacją ogółu zebranych. A tych było dużo - w trakcie przerwy między koncertami podano, że jak do tej pory na Przystanku nie było jeszcze tylu ludzi, była mowa nawet o (sic!) trzystu tysiącach. Dużo, trzeba przyznać. Wśród nich, nie ma co zatajać powszechnie znanych przynajmniej uczestnikom faktów, byli również złodzieje. Nie było burd, nie było bijatyk, ale byli złodzieje. Wśród grupy, w której ja byłem, liczącej w podstawowym składzie dziesięć osób, zginęły trzy plecaki. Naszym sąsiadom zginęły 'bokserki', kolejnym śpiwór - bez dalszego komentarza, pozdrawiam tylko osoby, choć pewnie tego nie czytają, które przysparzały takich problemów. Jednak nawet one nie były w stanie popsuć atmosfery, w której nawet wśród potu i piwa, czuć było wzajemną akceptację i pokojowe nastawienie. "Miłość, przyjaźń i muzyka" - ja to czułem. Za napis "przeciwko rasizmowi" nie trzeba było się martwić, czy kasa chorych pokryje rachunki u dentysty, a to już coś, takie duże Coś. Coś jeszcze? Nie wspomniałem o Przystanku Jezus, ani o Pokojowej Wiosce Kryszny - to tylko dodatki, choć nie twierdzę, że ważne. Nie mogę jednak nie napisać o pociągach. Podstawione były dodatkowe, specjalnie z okazji Przystanku. Oczywiście ścisk, wśród którego nie można było ruszyć nogą, szczególnie w trasie powrotnej, ale w tym wszystkim (nie wiem, czy to akurat ja mam takie szczęście) wciąż słyszało się słowa typu "przepraszam, proszę, nic się nie stało". I nikomu nie brakowało dobrego humoru, szczególnie kiedy konduktor chciał sprawdzać bilety, a przy tym próbował przeciskać się tam, gdzie nie można było dobrze nawet oddychać. Jego pytania "czy ktoś ma bilet?", "a może ktoś pragnie zakupić?", czy też "zdołam się przecisnąć?" były głównie komentowane gromkim śmiechem. Teraz to już tylko wspomnienia, ale wciąż miłe...
podpisano: Dominik (Olorin)
jedidino@poczta.onet.pl
To miał być singiel... Kurczę, "Prohibicja" ma 78 minut i 31 utworów!!! I nie jest to tak, jak na singlach Kazika, że 90% stanowi jedna i ta sama piosenka, tylko że raz w miksie z klawiszami, a raz bez, a jeszcze raz z dodanym pogłosem. "Prohibicja" stanowi właściwie nową płytę zespołu, której motywem przewodnim jest piosneka tytułowa, grana za każdym razem (z jednym wyjątkiem) całkiem inaczej. Jest więc wersja klasyczna, czyli płytowa, znana z "A pudle?", ale także mamy tutaj wersje technologiczne, ostre, łagodne, szybkie i wolne... Nie są one przytłaczające, ponieważ przeplatają się z innymi wątkami.
Szaman Falarek
Z pewnym opóźnieniem kupiłem sobie singiel Kazika "Mars napada". Nie przepadam za takimi singlami, gdzie lwią część stanowi jeden utwór w różnych wersjach z drobnymi tylko zmianami. Słuchanie tego sprawia, że piosenkę się zajeżdża, a słuchanie na wyrywki jakiejś ulubionej wersji, trochę za trudne jak na poziom mego lenistwa, które nie pozwala mi wkładać płyty do odtwarzacza tylko po to, żeby ją wyjąć za trzy minuty.
Szaman Falarek
"Czterdziestoletnia młodzież znowu atakuje" - chciałoby się zakrzyknąć, lecz, jako że "Decydujące starcie" wbrew wcześniejszym zapowiedziom, prawdopodobnie nie jest ostatnią płytą zespołu, możemy się jeszcze trochę wstrzymać. Kto wie, może chłopaki pokuszą się o odrobinę autoironii i sami nagrają tę piosnkę jeszcze raz? Oj, żeby nie zabrzmiało to tylko tak żenująco, jak żenującym jest Indeks Ksiąg Zakazanych w Piśmie Fronda, gdzie autoironii zabrakło jednak trochę dobrego smaku. Swoją drogą ciekawe, że inny Krzysztof Grabowski także zapowiadał, że jego "Marchew" będzie ostatnia i też chyba się z tego wycofał.
Szaman Falarek
Marchew w butonierce - Pidżama Porno
Szaman Falarek, lat 8
Melodie Kurta Weilla i coś ponadto - Kazik Staszewski
Szaman Falarek (przepraszam za dykcję, lat 8
Mama tata mam dwa lata - Arka noego
Szaman Falarek, lat 8
Wstęp
Pierwsze spojrzenie
kiedy drzewa padają, a piorun już zszedł
a z gałęzi żywica wycieka jak krew
kiedy światła błyskają jak noże w oddali
moje myśli są sznurem żrących korali
z nieba leci ołów, mamy ciężkie czasy
wytaczamy przeciw sobie słowa i armaty
jak łatwe pionki chcemy wytrącać prezydentów
skończyć choć raz z obłudą na raty
(...)
teraz wiem, że nie mamy nic do stracenia
niech płonie szkło i beton, i ziemia
Emocje na wolności
Westernowa obsesja prawdy i sprawiedliwości
jak powiedzieć całą prawdę i jeszcze nie skłamać
to jedyne pytanie, które warto sobie zadać
prawda jak zwykle nie jest zabawna
jeśli w ogóle istnieje jakaś prawda
...ale wiem, że prawda jest łatwa do zabicia
przez fałszywe gesty i słowa bez pokrycia
Wszyscy mówią o pokoju
nikt nie mówi o sprawiedliwości
Ja nie chcę pokoju
chcę równych praw i sprawiedliwości.
Sami wobec siebie
nieudolni, jeśli chodzi o przetrwanie
zbyt dumni, by pochylić przed kimś czoła
jesteśmy proletariatem autostrad
tam gdzie prowadzi źle oznakowana droga
nasz śmiech jest jak śmiech głuchoniemego
nasze palce są silne, zdolne tylko do złego
potrafimy budować łuki i strzały
jesteśmy jeźdźcami pustynnej galopady
potrafimy się wznosić ponad wysokie wzgórza
potrafimy upadać, w piasku się zanurzać
potrafimy wznosić swój okrzyk bojowy
potrafimy upadać, chowając w piasek głowy
jesteśmy tu po to, by dogadać się z sobą
nie musimy robić nic więcej
najważniejsze to móc patrzeć innym prosto w oczy
codziennie i zawsze, i wszędzie
za każdy swój krok odpowiadasz tylko ty
nigdy nie zapominaj o tym
gdyż świat jest już wystarczająco podły
by nie czynić go jeszcze gorszym
w tej historii nie jesteśmy pierwsi
nie jesteśmy w tej historii ostatni
jesteśmy po prostu kolejnymi
żyjącymi w czasach pogardy
nie mam ochoty zgrywać miłego człowieka
w świecie, który dla mnie nie jest miły
wtedy, kiedy trzeba i nie ma innego wyjścia
nie zawaham się użyć siły
nigdy nie zgrywałem doskonałego
wiem, że często trudno ze mną wytrzymać
to nie jest jednak powód, bym wysłuchiwał bredni
nie pozwolę nikomu się poniżać
wiem doskonale, kogo nienawidzę
komu nigdy nie podam dłoni
każdy podstęp jest dobry, gdy jest taka potrzeba
wolę szczere piekło od fałszywego nieba
mój organizm bezbłędnie rozpoznaje truciznę
i nic więcej już nie mam do powiedzenia
Wartość pomyłek
dużo trudniej jest się bić
niż używać długopisu
KrzysztoF FiołeK
Co autor miał na myśli - o swoich tekstach opowiada Tomek Budzyński
PIEŚNIĄ MOJĄ JEST PAN
"Salto delfina i tygrys wśród drzew " są dla mnie symbolem Bożego piękna. Czy może być cos bardziej radośniejszego niż pluskający się delfin? Widok tygrysa przejmuje grozą - rodzi się wtedy bojaźń Boża. Jaka musi być moc, która stworzyła coś tak pięknego? Jakże potężna musi być taka łaska?
Nie wiem, co to jest "wilczy kot", ale za to "głupiec na wzgórzu już wie, co jest co"... To jest dalszy ciąg "Opowieści zimowej", gdzie są słowa "uśmiech na dnie, głupiec na chmurze", który nie wie, co się dzieje i nic nie może powiedzieć...Natomiast w tym utworze głupiec już wie, co jest co - wszystko jest łaską Boga.
Głupiec na chmurze to ja. Od płyty "Legenda" upłynęło już trochę czasu i osadzony wtedy w gnozie nie wiedziałem, co jest co, ale obecnie jest inaczej i to jest odpowiedź na tamtą piosenkę. I pieśnią o wszystkim, również o delfinie, tygrysie i innych sprawach jest Pan, którym jest Pan, którym jest Jezus.
RADIO NRD
NRD to dokładnie Niemiecka Republika Demokratyczna. Dla mojego pokolenia NRD to był synonim najgorszej wiochy. Takiego skrajnego wieśniactwa, które jest nie do zaakceptowania. Coś, co człowiek zawsze chciał zakryć. Jak się o kimś powiedziało: "Ty jesteś z NRD" - to już był przegrany. A ja na drodze odkryłem, że mam w sobie takie NRD, które chcę przed ludźmi ukryć - taka swoją wiochę. I ja naprawdę jestem z NRD a pojawiam się w masce NRF. Pan Bóg mówi do mnie: "Budzy, ja cię kocham jako NRD i kocham ciebie takiego, bo ty taki jesteś naprawdę. A tym NRF się brzydzę".
I dlatego śpiewam "NRD, kocham cię". Bo to Bóg mówi do człowieka. Kocha ciebie w tej słabości, upadku, bo ty jesteś jego dzieckiem. A ja... pochodzę z NRD, z małego miasta Puławy, z prowincji. Jestem biednym chłopcem, który zrobił karierę w punkrockowym zespole. Ja jestem z NRD i Bóg mnie kocha jako Enerdowca i wieśniaka.
ŁAPACZE WIATRU
Są to konstrukcje metalowe znajdujące się najczęściej na kominach browarów. Przybierają one różne ciekawe formy i rzeźby. Ustawiają się tak do wiatru, że dzięki temu idzie cug w kominie. Łapacz wiatru przedstawia okładka płyty "Duch".
Opisałem to jako wspomnienie z dzieciństwa. Moja babcia Aniela zabierała mnie wieczorem na nieszpory. Jak przechodziliśmy koło browaru, to zawsze zatrzymywałem się i patrzyłem jak obracały w dymie. Musiałem stanąć i długo oglądać ten widok. Jak się napatrzyłem, to szliśmy do kościoła. Mieszkam obecnie w Poznaniu i tam znalazłem z kolegą taki łapacz wiatru. Weszliśmy na dach i sfotografowaliśmy go. Nie wiem, czy on się tak nazywa, ale dałem mu takie imię.
We wspomnieniach z dzieciństwa z teatrzyku dla dzieci pamiętam też Fikandra i Brombę, o których czytał przepięknym głosem Wieńczysław Gliński, którego chcę zaangażować do czytania wierszy na mojej solowej płycie.
BURAKI, KAPUSTA I SÓL
Jest to doświadczenie mistyczne, jakie miałem na wagarach. Uciekłem ze szkoły na wzgórza. I jak szedłem tymi wzgórzami - z jednej strony rosły buraki - z drugiej kapusta, a sól... spada z nieba. Pan Bóg codziennie soli ziemię, żeby była smaczna dla człowieka. Jak się nie posoli, to jest niedobre. Pan Bóg codziennie soli i człowiek żyje, i mówi, jakie to życie codzienne jest dobre. I ja widziałem tę sól spadającą z nieba. To było coś cudownego. To wydarzenie ukształtowało moje życie na wiele lat. Było jednym z kluczowych wydarzeń. Pamiętne wagary. Poczułem wtedy, jakie życie jest dobre, jaki piękny jest świat.
SOUL SIDE STORY
Te słowa powstały w języku duchowym. Jest to modlitwa w językach i zostawiłem ten tekst taki, jaki był. Pierwotnie nie było na końcu słowa "Marija". Puściłem taśmę demo jednemu z Ojców Paulinów, który ma charyzmat rozeznania i tłumaczenia jezyków. On posłuchał i powiedział, że to jest piosenka o Maryi. Dodałem więc na końcu imię Marija.
Tytuł nawiązuje do znanego musicalu West Side Story, gdzie jest mowa o walce dwóch gangów, a chłopak z jednej grupy zakowuje się w siostrze swojego wroga. Gangi się nienawidzą, a ich miłość kwitnie, jak związek Romea i Julii. I ten chłopak śpiewa piosenkę, w której występuje imię jego dziewczyny - Marija.
Tytuł, który dałem, mówi o duchowej stronie miłości. Jest to piosenka napisana przez Ducha Świętego.
BRACIA BUM
Jest to taka moja pieśń zainspirowana Pieśnią Słoneczną św. Franciszka z Asyżu. On tam mówił o Bracie Ogniu, Księżycu, Siostrze Wodzie... Bracia mniejsi i więksi to stworzenia, zwierzęta, planety małe i duże. Jest tu wiele moich wspomnień z dzieciństwa i wesołe miasteczko, i klatki schodowe.
Kwadraty, trójkąty i linie przypominają mi obrazy mojego ulubionego malarza Paula Klee. One wyglądają jak malowane ręką dziecka. Cały utwór jest nasycony duchowością św. Franciszka.
BÓG JEST MIŁOSCIĄ
Tutaj wszystko jest powiedziane: "Bóg jest miłością jakiej nigdy nie widziano i nie słyszano"- prawdziwą miłością. Potrzebuję takiej miłości, bo to jest miłość jedyna. Ona jest darem od Boga, a ludzie myślą, że to jest ich własność. Zawłaszczają ją i wtedy ona marnieje i ginie. A ona jest taka, jakiej nigdy nie widziano. Ta piosenka to ciąg dalszy "Skończyłem, rozpoczynaj".
ON JEST TU
Ten utwór powstał jako pierwszy w repertuarze płyty "Duch". To jest taki kerygmat - Jezus zmartwychwstał i żyje. Jest tutaj zawarty również fragment Hymnu do Miłości z drugiego Listu św. Pawła do Koryntian.
Dziękujemy Sylwii i Jarkowi - redaktorom "Desideraty" - oraz Marnej
Nie idź do pracy - The Users
Po tym jakże pomysłowym tytule spodziewałem się czegoś więcej. No i nie tylko po nim. Także po świetnej nazwie zespołu oraz po samym składzie - Brylewski, Świetlicki, Tymański, Trzaska, Kurtis i Olter. Tak po prawdzie podoba mi się tu tylko kilka utworów. Tytułowe "Nie Idź Do Pracy", "Umar Babilon Umar", "Mam dość" i "Kuamie" (dwa ostatnie ze względu na pierwowzory). Reszta to jak na mój gust niestety gnioty. Powtarzanie Świetlikowych piesni typu "Ład-Nie", "Czasami Jestem..." czy też "Gootuj się! Gootuj się!" nudzi straszliwie, a anemiczna wersja jeszcze jednej piosenki Świetlików ("Rege-Piess") znowu niczego nie wnosi. Jakiś cieńki tekst Tymona mający pełnić rolę jeszcze jednego utworu, gdzieś się przewinął... Tak się składa, że Tymon mnie mierzi straszliwie, a do tego zniekształcił linię melodyczną wokalu w "Mam dość". Gdyby nie obecność Brylewskiego, to nie byłoby tu nic godnego uwagi.
Do tej pory uważałem, że do czego tylko Brylewski rękę przyłoży, jest genialne. Niestety, uważam tę płytę za pierwsze kiepskie wydawnictwo z udziałem Roberta. Co nie umniejsza jego geniuszu. Moim zdaniem wpływ Brylewskiego na tę płytę był zbawienny. To naprawdę genialne, żeby wydać raptem kilka dźwięków i sprawić, że taki gniot staje się wręcz znośny. A powiem więcej: cieszę się, że wydałem resztki funduszy na tę płytę.
Pozwoliłem sobie trochę ponarzekać, bo w tytule rubryki napisano "ODCZUCIA", a nie "RECENZJE". Tak po prawdzie nie traciłbym czasu na pisanie o rzeczach niewartych uwagi. Tę płytę polecam każdemu zwolennikowi sztuki alternatywnej.
Szaman Falarek
Yugoton - Yugoton
Wbrew pozorom, którym lubią ulegać BLA BLA BLA, Yugoton to nie Kazik. Wystąpił on tu raptem w trzech piosenkach. Oprócz niego możemy posłuchać także głosów Kasi Nosowskiej, Pawła Kukiza, Grzegorza Nawrockiego, Tymona i Olafa Deriglasoffa.
Melodie pochodzą z dawnej Jugosławi - jest to więc w tym sensie składanka wielu uznanych piosenek, a każda jest przebojem. Teksty napisane są od nowa i zaśpiewane po polsku - moim zdaniem zbyt grzeczne, przez co płyta dociera do zbyt szerokiego grona ludzi (rozumiem, że w Jugosławii były to pieśni alternatywne) typu BLA BLA BLA przyzwyczajonych przez media do innego rodzaju dźwięków, którzy niepotrzebnie się o niej wypowiadają.
Gusta są różne, więc i różne piosenki różnym jednostkom podobają się bardziej - zależy kto jest czyim zwolennikiem. Artyści śpiewają mniej więcej tak, jak byśmy się tego po nich spodziewali - do tego przyzwyczaili nas już w swoich zespołach. Osobiście kompletnie nie podoba mi się słodziutki wokal Tymona (w ogóle płyta dla mnie nieco zbyt słodka ale już to pisałem wyżej). A tak naprawdę swego rodzaju objawieniem jest tu Olaf, który wreszcie po DOBRYCH paru latach znowu wydobył z siebie głos i to z bardzo dobrym skutkiem. Marnował się trochę moim zdaniem skromnym grając tylko na basie (Apteka, Homo Twist, Püdelsi, ostatnio wiele dźwięków u Kazika), ale wreszcie zaśpiewał jak za starych czasów (kto wie gdzie, ten wie)...
Moje ulubione utwory: "Gdy miasto śpi (snem kamiennym)" Nosowskiej i "1000 kawałków" Olafa, w których to Olaf wypowiada się w kwestii BLA BLA BLA - "i nie próbuj narzekać, to nie jest w modzie, zawsze bezpieczna rozmowa o pogodzie; od tysiącleci ten system panuje - co innego mówisz, co innego czujesz".
No to ja kończę, bo już nie chce mi się pisać...
Aha, dodać należy, że nad całością czuwali: Grzegorz Brzozowicz (siła sprawcza) i Olaf Deriglasoff (aranżacje i produkcja muzyczna).
Szaman Falarek
Najfajniejsi na świecie - Meble
Już pierwsze dźwięki rozwalają. Surowy bas i perkusja... Wchodzi głos, a za chwile refren i aż ciarki przechodzą po plecach. Rewelacyjne punkowo-garażowe brzmienie - dla mnie idealne.
Meble to dość mało znana formacja. Jest tu bodajże dwóch muzyków Pidżamy Porno, a wokalistą jest znany skądinąd Paweł Dunin-Wąsowicz.
Piosenki są proste, melodyjne, chwytające. I nie jest to żadnia tania papka. Teksty jak najbardziej na miejscu (najbardziej mi się podoba o prezydencie Piskorskim, który postanowił wyrzucić Wietnamczyków z warszawskiego Placu Konstytucji, coby nie robili konkurencji kucharskiej wielkiemu potentatowi finansowemu). W ogóle mamy tu melodyjny punk i ska poparte radością i prostotą. Żadnego niepotrzebnego kombinowania. REWELACJA.
Jest tu co prawda tylko 6 utworów, ale za to jakich!
(...)
Świetne, żywe granie. I do tego z poczuciem humoru.
Przepraszam, że piszę dość nieskładnie, ale kręci mi się w głowie.
Nadstawiajcie uszu - nie przegapcie Mebli.
Szaman Falarek, maj 2001
Polepione dźwięki - Fisz
Hip hopowa płyta Fisza - jak najbardziej mądre teksty, a muzyka też niczego sobie. "Polepione dźwięki" stawiam w czołówce polskiego hip hopu (choć gusta są różne...) obok Kalibra 44 (brzmienio trochę wolę Kalibra, a tekstowo zdecydowanie Fisza).
Dwa najlepsze moim zdaniem teksty: D.C.P. (Dupsko czas prać) i Bla bla bla. Pierwszy cenię sobie za refren, czyli właśnie za to dupsko, a drugi... No za to BLA BLA BLA, którym katuje nas otoczenie nie pozwalając przy tym niczego innego nam powiedzieć.
BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA
BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA dzień dobry jak leci w porządku BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA
BLA BLA BLA BLA BLA wczoraj tak się najebałem, że całą noc drogi do domu szukałem BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA
BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA tak się najebałam że gdy wróciłam do domu to całą godzinę nad kiblem sterczałam BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA
"Muzyka jest językiem wszechświata" - śpiewał Mammadou w Voo Voo. Teraz można go usłyszeć także na tej płycie. W ogóle mi się podoba. Coooool extra super fajne bla blablaaaaaa
Fisz występuje tu razem z bratem, który brał udział w nagrywaniu płyty "Oov oov" zespołu ojca. Widać klasę - to nie jest żadne bla bla bla - Fisz wie co mówi i ma to we krwi.
Szaman Falarek, kwiecień 2001
Płyta z muzyką - Voo Voo
W pewnym sensie nieco mnie ta płyta zawiodła. Po pierwsze dlatego, że jej tytuł i piosenki, które akurat można było usłyszeć w radiu, sugerowały mi więcej melodii szybciej wpadających w ucho. Dlatego przepełnił mnie bólem brak pieśni "Wyluzuj czapę". Po drugie - odwrót od modnego ostatnio "folku" spowodował zwrócenie się w kierunku dość starych brzmień zespołu, które kojarzą mi się z klimatem płyty "Łobi jabi", gdzie moim zdaniem gitary są zbyt ładne i za małą rzężą. Zresztą co to za odwrót znowu - mam wrażenie, że od tego folku zespół już dawno odstąpił (przykładem choćby płyta "Oov Oov" z roku 1998).
No ale nie ma co narzekać. To wydawnictwo jest naprawdę na poziomie i to oczywiście wysokim. Skoro już mowa o brzmieniu, to podoba mi się to, jak słychać bębny. Są takie przestrzenne, a nie, jak bywa często, obcięte, jakby były generowane przez maszynę cyfrową.
Muzycy spisują się oczywiście wspaniale. Nie ma tu co gadać - choć można zachwalać i zachwalać. Brakuje mi tylko takiego hendrixowego grania gitarowego... No i trochę klimatu z poprzedniej płyty studyjnej, z którym kojarzy mi się tylko jeden tutaj utwór (ale to już kwestia aranżacji, a nie samej gry).
Co do klimatu, to czasem właśnie przypomina mi się płyta "Łobi jabi" (na przykład brzmienie gitary w piosence "Trwa mać" - swoją drogą jak zwykle świetne zabawy słowne!!! - albo "Dziury w całym", albo "Kokoryn" - sekcja smyczkowa), czasem pierwsza płyta studyjna z 1996 roku (piosenka "Człowiek wózków", w której przy okazji Mateo odwołuje się do tego rzekomo porzuconego folku - śpiewa szamańską techniką trzema głosami równocześnie), z płytą "Zapłacono" ("Mylny błąd"- te folkowę dęciaki...), no a raz "Oov oov" ("Ktoś mi zajumał pulower"). Jest więc tych skojarzeń wiele. To chyba nawet dobrze, tym bardziej dlatego, że tak naprawdę płyta ma swoje niezależne brzmienie.
Świetnym dopełnieniem są trzy "Kokoryny" (to od nazwiska jednego pana) - świetne opowiadania napisane przez dzieci z porażeniem mózgowym fenomenalnie przeczytane przez Jana Peszka.
O odcięciu się od pseudo-folku mocno ostatnio promowanego w mediach przypomina Wagiel w pieśni "O czuwaniu", w której padają słowa: "...są różni artyści / postmoderniści / zupełnie nowy / nurt ludowy / przy śledziu i wódzie..."
Płyta nie jest zbyt przebojowa, jak na wymagania polskich rozgłośni radiowych. I bardzo dobrze. Tym bardziej polecam.
Szaman Falarek