co u nas | koncerty | wiadomości | odczucia | postmodernizm | malarz seba | radio Tajniak | kącik mnicha | L
księga gości | Koherencja | Banda Idiotów | Armia | subskrybcje | redakcja | linki | archiwum łapy precz od 3 | Tajniaki






odczucia
Miały być recenzje, jednak były już zajęte. Wtedy przypomniało się, że przecież w drodze ewolucji nie o recenzje chodzić w Tajniaku zaczęło, lecz o subiektywne danie raportu o wrażeniach tego, kto ten raport daje. Do wrażeń ma prawo każdy. Do mówienia o nich publicznie ma prawo ten każdy, kto wypowiada się o sprawach publicznych. To, że często płacimy za książki, płyty, bilety itp, to już argument wtórny. Bo przez analogię - nie trzeba głosować, żeby móc się wypowiadać o porządku, w którym się mieszka. Tym bardziej, że często takie wypowiedzi są bardziej świadomym obywatelskim działaniem, niż sam akt wrzucania jakiegoś poparcia do urny. Jak w tej Armijnej piosence Tomka Budzyńskiego: Jestem głosem w niczyjej sprawie, nikogo nie wołam, nie jestem za. Dlatego dla ciebie niezrozumiały. Dlatego o ciebie niespokojny.

Izrael i MRR w trasie

Serię koncertów odbywa w Polsce grupa Izrael. Koncerty przeplatają się z serią koncertów, które w tym czasie daje też Maleo Reggae Rockers. Czasem występy obu tych grup odbywają się jednocześnie w różnych krańcach kraju. Tak też było wczoraj, kiedy to Maleo grał w Ostródzie, a Izrael w Jastrzębiu. Poniżej fotka z tego drugiego koncertu. I słówko wyjaśnienia: gdy Izrael gra w składzie bez Darka, skupia się na repertuarze z pierwszej płyty (tej z Kelnerem na wokalu) oraz na piosenkach Roberta. Ma to oczywiście swój urok i z pewnością warto takie wcielenie Izraela zobaczyć.



Izrael jest w najwyższej formie. Prezentuje nowe piosenki (w przypadku reaktywowanej kilka lat temu Brygady Kryzys trudno było się ich doczekać). Czekamy na płytę. Jest już nagrana - znowu w Londynie.

skomentuj (1)

Przystanek Woodstock - Żary 10 - 12 sierpnia 2001


Kilka dni minęło od czasu, kiedy zamieniłem karimatę, śpiwór i namiot na koc, łóżko i pokój. Nie twierdzę, że była to korzystna zamiana, bo gdyby Przystanek Woodstock trwał dłużej, gdyby pieniędzy było więcej to pewnie owa zamiana miałaby miejsce później. Tegoroczna impreza była krótsza, bo dwudniowa, ale w tym czasie zdążyło zagrać wystarczająco zespołów, żeby wczesne poranne wstawanie było udziałem nielicznych. Wymienię tylko te zespoły, które pamiętam, a z tych które pamiętam również nie wszystkie. Dzień pierwszy: Gang Olsena, Pidżama Porno, Sweet Noise, Hołdys i Nocna Zmiana Bluesa. Dzień drugi: Hey, Inside the Outside, Raz Dwa Trzy (jak dla mnie najlepszy koncert), Houk i na finał Voo Voo (w Onecie w serwisie informacyjnym podano nazwę zespołu jako Woo Woo i tylko jeden z komentatorów pokusił się o sprostowanie). Nie wystąpił Closterkeller, nie było też żadnej formacji Kazika Staszewskiego, ale tego czego najbardziej żałowali wszyscy, bez wyjątku, to oczywiście brak koncertu Ich Troje... nie można mieć wszystkiego... Przed Voo Voo na niebie pojawiły się fajerwerki, które to przykuły uwagę większości. Zachwycone i zwrócone twarze ku górze, na których co chwila pojawiały się odbicia podniebnych rozbłysków były niemniej pięknym widokiem. Pokaz trwał chyba około dziesięciu minut. Już na kilka godzin przed nim Owsiak Jurek stracił głos, od początku zresztą lekko już zachrypnięty. Do tej jednak pory zdążył się nagadać i nakrzyczeć, często też był zmuszony zwracać uwagę na oczywiste sprawy, jak choćby nie podrzucanie piasku w górę, bo przecież i tak trudno oddychać pod sceną, a do tego kamery nie mogły rejestrować koncertów. Nie zawsze reakcja na ostrzeżenie była widać zrozumiana, bo w pewnym momencie Owsiak wydarł się przez mikrofon, po czym kazał 'pokojowemu patrolowi' usunąć spod sceny jakiegoś 'łysego gnojka' jak go określił, co spotkało się z akceptacją ogółu zebranych. A tych było dużo - w trakcie przerwy między koncertami podano, że jak do tej pory na Przystanku nie było jeszcze tylu ludzi, była mowa nawet o (sic!) trzystu tysiącach. Dużo, trzeba przyznać. Wśród nich, nie ma co zatajać powszechnie znanych przynajmniej uczestnikom faktów, byli również złodzieje. Nie było burd, nie było bijatyk, ale byli złodzieje. Wśród grupy, w której ja byłem, liczącej w podstawowym składzie dziesięć osób, zginęły trzy plecaki. Naszym sąsiadom zginęły 'bokserki', kolejnym śpiwór - bez dalszego komentarza, pozdrawiam tylko osoby, choć pewnie tego nie czytają, które przysparzały takich problemów. Jednak nawet one nie były w stanie popsuć atmosfery, w której nawet wśród potu i piwa, czuć było wzajemną akceptację i pokojowe nastawienie. "Miłość, przyjaźń i muzyka" - ja to czułem. Za napis "przeciwko rasizmowi" nie trzeba było się martwić, czy kasa chorych pokryje rachunki u dentysty, a to już coś, takie duże Coś. Coś jeszcze? Nie wspomniałem o Przystanku Jezus, ani o Pokojowej Wiosce Kryszny - to tylko dodatki, choć nie twierdzę, że ważne. Nie mogę jednak nie napisać o pociągach. Podstawione były dodatkowe, specjalnie z okazji Przystanku. Oczywiście ścisk, wśród którego nie można było ruszyć nogą, szczególnie w trasie powrotnej, ale w tym wszystkim (nie wiem, czy to akurat ja mam takie szczęście) wciąż słyszało się słowa typu "przepraszam, proszę, nic się nie stało". I nikomu nie brakowało dobrego humoru, szczególnie kiedy konduktor chciał sprawdzać bilety, a przy tym próbował przeciskać się tam, gdzie nie można było dobrze nawet oddychać. Jego pytania "czy ktoś ma bilet?", "a może ktoś pragnie zakupić?", czy też "zdołam się przecisnąć?" były głównie komentowane gromkim śmiechem. Teraz to już tylko wspomnienia, ale wciąż miłe...


podpisano: Dominik (Olorin)

jedidino@poczta.onet.pl


skomentuj (0)

Prohibicja - El Dojpa


To miał być singiel... Kurczę, "Prohibicja" ma 78 minut i 31 utworów!!! I nie jest to tak, jak na singlach Kazika, że 90% stanowi jedna i ta sama piosenka, tylko że raz w miksie z klawiszami, a raz bez, a jeszcze raz z dodanym pogłosem. "Prohibicja" stanowi właściwie nową płytę zespołu, której motywem przewodnim jest piosneka tytułowa, grana za każdym razem (z jednym wyjątkiem) całkiem inaczej. Jest więc wersja klasyczna, czyli płytowa, znana z "A pudle?", ale także mamy tutaj wersje technologiczne, ostre, łagodne, szybkie i wolne... Nie są one przytłaczające, ponieważ przeplatają się z innymi wątkami.


Teksty między utworami i nie tylko znowu są rozbrajające, amuzyka mniej więcej taka, jakiej można się spodziewać po wysłuchaniu "A pudle?". Koledzy chyba nieźle się bawili i trzeba przyznać, że nie słucha się tego źle. Może na dłuższą metę jest to i męczące, ale cóż, swój urok jednak to ma.


Są tutaj trzy piosenki, które moim zdaniem zasługują na uwagę. "Róbrege" , "Szewc ciemności" (świetna przeróbka znago przeboju o zegarmistrzu światła) oraz rozbrajająca "Oda do przyrodzenia".


Mamy tu discopolo (rewelacyjne intro), reggae, ciężki rock, nawiązanie do Ramsteina...Niech mi nikt nie mówi, że koledzy grać nie umieją i że to jedna wielka kakofonia. Pewnie, że nie jest to sztuka wysokich lotów, ale na niskim poziomie także można zrobić dobre rzeczy, a przy odrobinie zgrania poczucia humoru twórcy i odbiorcy można się nawet tym cieszyć. Nie zapominajmy, że to twórczość alternatywna, a nie popelina, którą mają prawo oceniać popelinowi znawcy o plastikowych gustach i klapkach na oczach, dostrzegający tylko swoje podwórko, zasady i schematy nim rządzące.


Szaman Falarek


skomentuj (0)

Mars napada - Kazik


Z pewnym opóźnieniem kupiłem sobie singiel Kazika "Mars napada". Nie przepadam za takimi singlami, gdzie lwią część stanowi jeden utwór w różnych wersjach z drobnymi tylko zmianami. Słuchanie tego sprawia, że piosenkę się zajeżdża, a słuchanie na wyrywki jakiejś ulubionej wersji, trochę za trudne jak na poziom mego lenistwa, które nie pozwala mi wkładać płyty do odtwarzacza tylko po to, żeby ją wyjąć za trzy minuty.


Ale do rzeczy. Tutaj mamy znany przebój "Mars napada" w czterech wersjach - znanej z radia (ocenzurowana), znanej z płyty oraz "dodaj se głos samemu" (urzekła mnie ta instrumentalna wersja, a szczególnie refren) i "dodaj se potkłat samemu" (podczas gdy wersja instrumentalna stanowi nowe spojrzenie na piosenkę, wersja z samym wokalem raczej traci, jak na mój gust).


Z płyty "Melassa" bardzo podoba mi się utwór "Każdy potrzebuje przyjaciela", dlatego ucieszyła mnie obecność tej piosenki tutaj i to w dwóch wersjach. Ale na uwagę zasługują tutaj chyba najbardziej trzy utwory: "Komercya 2000" (dobry tekst, szkoda tylko, że źle słyszalny i wykonanie piosenki sieczkowate), "Witaj żołnierzu" (nowa wersja - ładnie uwspółcześniona aranżacja - piosenki z pierwszej płyty Kazika) i "Piosenka o policji w Mławie", którą nawet można było usłyszeć parę razy gdzieś w radiu (tym razem dużo wcześniejsze solowe dokonania Kazika przypomina mi sposób generowania dźwięków wokalnych).


Piosenkę "Jesień" wolę w wersji płytowej, ale chciałem zaznaczyć, że cenię sobie ją za niezły tekst, co prawda oparty na dość starym pomyśle "Stalin bogiem", ale rzeczywiście godnym przypomnienia.


Okładka przedstawia inwazję Marsjan na Warszawę. Pałac Kultury, jak widzę, jeszcze się trzyma, a na pierwszym planie widać uciekające w panice tłumy. Ech, skojarzenia piosenki "Wschodni front" z "Mars napada" zyskują i to poważnie, jeżeli spojrzeć na okładkę płyty Dezertera. Tu bowiem Godzilla poszła dalej i urwała czubek Pałacu, a i Warszawa już jakby bardziej opuszczona.


Szaman Falarek


skomentuj (0)

Decydujące starcie - Dezerter


"Czterdziestoletnia młodzież znowu atakuje" - chciałoby się zakrzyknąć, lecz, jako że "Decydujące starcie" wbrew wcześniejszym zapowiedziom, prawdopodobnie nie jest ostatnią płytą zespołu, możemy się jeszcze trochę wstrzymać. Kto wie, może chłopaki pokuszą się o odrobinę autoironii i sami nagrają tę piosnkę jeszcze raz? Oj, żeby nie zabrzmiało to tylko tak żenująco, jak żenującym jest Indeks Ksiąg Zakazanych w Piśmie Fronda, gdzie autoironii zabrakło jednak trochę dobrego smaku. Swoją drogą ciekawe, że inny Krzysztof Grabowski także zapowiadał, że jego "Marchew" będzie ostatnia i też chyba się z tego wycofał.


Tak sobie słucham nowej płytki Dezertera uczucia mam mieszane. Pod względem muzycznym wszystko niby w porządku. Może nawet mój niezadowolony z ostatnich dokonań zespołu będzie usatysfakcjonowany różnorodnością muzyczną tego materiału (ostatnia płyta, jaka mu się podobała, to "Ile procent duszy?"). Trzeba przyznać, że muzycznie jest tu nawet dość ciekawie. Doszły bowiem nowe, elektroniczne brzmienia, które, co najważniejsze, nie psują klimatu i nie przeszkadzają w niczym, pojawia się kilka sampli i instrumentów...


Co do tekstów, to na myśl przychodzą mi słowa Wojtka Wojdy (Farben Lehre), który niedawno powiedział, chyba na jakimś czacie, że nowe teksty Dezertera nie rozwalają go już tak, jak te sprzed lat. No cóż, jeśli chodzi o moje odczucia, to jest podobnie. Trochę śmieszy mnie "Anarchista", w którym tytułowy bohater codziennie rano zadaje sobie pytania czy powinien "zastrzelić prezydenta, obalić rząd, podpalić parlament." Co prawda co rano też sobie na nie odpowiada, ale jakoś tak zdawało mi się, że on raz i już sobie odpowiedział stanowczo i kategorycznie kilkanaście lat temu ("Anarchia w samym środku mojej głowy, mój mózg pracuje niezależnie i nikt mi nie może zabronić myślenia, anarchia w głowie to początek wyzwolenia" - pamiętacie?). "Wschodni front" - pewnie to i humorystyczne, bo na poważnie raczej nie da się wziąć takiego zlepku słów i rymów. Pewnie to czarny humor, no bo w końcu temat nie jest sielankowy. No ale, jeśli chodzi o skojarzenia z obrazkiem na okładce, to ja już wolę "Mars napada" Kazika.


Możnaby się czepiać, ale właściwie po co. Płyta jest na poziomie. Moje faworyty to: "Umieraj powoli" (ach, ta obrzydliwa linia melodyczna refrenu!) i "Herezja" ("płoń odmieńcu, jeśli chcesz odmiany" - świetne!). Urzeka mnie ta dyskretna elektronika.


Aha, na płycie znajduje się także teledysk. Niskobudżetowy, ponieważ zespół nie widział potrzeby inwestowania pieniędzy w coś, czego telewizja i tak nie pokaże.


A informacji nieco na temat zespołu można zdobyć zaglądając na stronę www.dezerter.most.org.pl.


Szaman Falarek


skomentuj (0)

Marchew w butonierce - Pidżama Porno


Muszę przyznać, że początkowo musiałem słuchać tej płyty na okrągło, ponieważ nie rozróżniałem od siebie poszczególnych piosenek. Ja tak często mam, kiedy materiał zawarty na krążku jest w miarę jednorodny. Dopiero po dobrych paru przesłuchaniach zaczynam doceniać melodię i przestaje mi się wydawać, że od czterdziestu minut słyszę ten sam utwór. Myslę, że w przypadku tej płyty jednorodność muzyczna wychodzi na dobre. Teraz mogę jej słuchać na okrągło, bo podobają mi się te piosenki, które już znam...


Trochę te myśli moje nieskładne, jako że mi się chce spać, ale myślę sobie, że nie wiem czy zaraz jest to najlepsza płyta zespołu, jak głoszą różni panowie... Zapewne nie ulega wątpliwości fakt, że jest to pierwsza wysokobudżetowa produkcja Pidżamy - po raz pierwszy nagrywana w prawdziwie profesjonalnym studiu. No skoro tak Grabaż mówi, to pewnie tak jest, jednak ja stwierdzam, że "Styropian" czy też "Złodzieje zapalniczek" były równie udanymi wydawnictwami. Bardziej różnorodnymi. Kiedyś Grabaż powiedział, że na "Złodziejach" znalazły się najpiękniejsze piosenki Pidżamy. Myślę, że to prawda, choć oczywiście to kwestia gustu.


Jakiś czas temu mówił Grabaż, że będzie to ostatnia płyta zespołu, a ja mam nadzieję, że zmienił zdanie i że nie jest to ostatnie słowo Pidżamy. Aha, o ile dobrze pamiętam, miał na płycie pojawić się cover Boba Marleya, ale widocznie coś nie wyszło z prawami autorskimi (ale może mi się przyśniło?). W zamian na płycie umieszczono kilka bonusów - innych, choć oczywiście podobnych, wersji piosenek zawartych już na tej płycie. Ciekawoską jest piosenka z tekstem Władysława Broniewskiego "Nocny gość", choć wypada przypomnieć, że nie pierwsza Pidżama sięgnęła po ten wiersz. Kilkanaście lat temu wodzisławska Opozycja wykonywała już piosenkę "Nocny gość Władysława B.", która gościła wiele razy na antenie Rozgłośni Harcerskiej - polecam dla porównania jako ciekawostkę.


Pozdrawiam dodając, że muzyka jest świetna, a teksty oczywiście też - nie bez powodu nazywają Grabaża poetą...


Szaman Falarek, lat 8


skomentuj (0)

Melodie Kurta Weilla i coś ponadto - Kazik Staszewski


To moim zdaniem jedna z najlepszych płyt ostatnich miesięcy, jedna z kandydatek do tytułu płyty roku 2001. Co z tego, że to już trzecie wydawnictwo w tym roku (zapewniam, że nie ostatnie), w którym występuje Kazik? I co z tego, że niczym specjalnym Kazik nas tu nie zaskakuje? Uderza nas ścianą dźwięków nieco Kultowo-Tatowych i powala. Bez dwóch zdań. Melodie Kurta Weilla, teksty w tłumaczeniu pięknym Romana Kołakowskiego, a jednak kazikostwa tu cała kupa, że tak powiem dość brutalnie. Piosenki to same perełki. Najpierw atakuje nas "Song o Alabamie" - piosenka chwyta z miejsca za serce - słuchacz od razu wie, czego się może spodziewać po całej płycie - odrobina psychodelii (te klawisze!), dobre melodie, ostre dźwięki, dość leniwe ale rytmiczne bębny, a z tyłu ogarniający resztę przestrzeni głęboki bas. No i jak zwykle świetny wokal Kazika. Drugi utwór, "Pieśń o kanonierach", zachwyca niezwykłą trąbką, znaną już z Melassy. Tak, to Janusz Zdunek we własnej osobie coś tam niby gra całkiem nie na temat i nie w tym rytmie, a jednak... To jest niesamowite! Kilka następnych piosenek przynosi zwolnienie tempa, co wcale nie znaczy, że jest lżej, a potem zgniata nas "Ballada o kobiecie żołnierza". Kurczę, co tu wymieniać. Przecież tu jedna piosenka jest lepsza od drugiej! "Straszna pieśń o Mackiem Majchrze" - znany temat muzyczny i znowu świetne wykonanie, a na końcu jeszcze raz to samo, ale w wersji niemieckojęzycznej i nieco wolniej - to samo, a przecież całkiem inaczej (znowu ta świetna trąbka). Na uwagę zasługuje owo "coś jeszcze", czyli utwór z repertuaru Nicka Cave'a (tłumaczyli Aleksander i Roman Kołakowski) - dość monotonne melorecytacje w zwrotce przechodzące na czas refrenu w niesamowitą melodię.


Zespół towarzyszący Kazikowi składa się głównie z muzyków Kultu (Banan, Goehs, Gruda) z wyjątkami: na drugiej gitarze gra Burza, bas obsługiwany jest przez Kwiatka, a do tego zagrywki na trąbce robi Janusz Zdunek.


Szanowni Państwo! Niby nic takiego, a jednak DZIEŁO. Może warto by się zapoznać z samym Weillem?


Szaman Falarek (przepraszam za dykcję, lat 8


skomentuj (0)

Mama tata mam dwa lata - Arka noego


Trochę byłem uprzedzony co do tej płyty. Głównie za sprawą piosenki, do której teledysk widziałem kilka miesięcy temu, "Olej do głowy". Niby wszystko w porządku, ale przeraził mnie dwuwiersz "na tym polega mądrość malucha, że mamy i taty uważnie słucha". Dość tendencyjny teledysk - dzieci w szkole, a Litza nauczyciel - zmierził mnie niestety.


Na szczęście moje obawy nie potwierdziły się. Druga studyjna płyta Arki Noego nie jest tendencyjna i belfrowska. Jest to po prostu kolejna porcja ładnych piosenek tak dla dzieciaków, jak i dla dorosłych. Co prawda mam wrażenie pewnego przytłumienia - brakuje mi tu takich przebojowych kawałków w stylu "Taki duży, taki mały" czy "Jezus ratownik". Brakuje czegoś w stylu "Nigdy nie opuścisz mnie" (perkusja jakaś taka wyrazista) z poprzedniej płyty. Materiał wydaje mi się bardzie jednolity i jakby mniej wyluzowany (chodzi mi o proces tworzenia), jakby pisany, czy komponowany w pośpiechu... No i brzmienie jakieś takie mniej wyraźne...


Choć płyta nie powaliła mnie tak jak poprzednia - uderzenim pędzącej lokomotywy, śmiem twierdzić, że jednak jest bardzo ładna, przyjemna, urocza... Po prostu bardzo dobra. Moje ulubione piosenki, jak na początek: "Osiem błogosławieństw" (napisał T. Budzyński), "Twoje światło" (no właściwie coś w stylu wymienionej wyżej piosenki "Jezus ratownik")...


Szaman Falarek, lat 8


skomentuj (0)

Alians - gra na nerwach


Wstęp



Pilsko-poznański Alians wystartował równo 10 lat temu jako postpunkowy zespół, jeden z wielu podobnie grających i podobnie usytuowanych w tzw. podziemiu. Szybko zdobyli uznanie w krajowym undergroundzie, a nawet zapuszczali się za granicę (w Holandii zdobyli nawet niejaką sławę). Instrumentarium wzbogacone o akordeon (!) , a potem także o sekcję dętą oraz niebanalne teksty piosenek sprawiły, że kapela z Piły stała się łatwo rozpoznawalnym składnikiem sceny niezależnej, a wręcz zyskała sobie miano gwiazdy
krajowego undergroundu.


Przy całym szacunku prowincjonalne miasto Piła wydało kilka liczących się kapel i zaczęto mówić o pilskiej scenie, a nawet o pilskim brzmieniu. Z Piły pochodzi Krzysztof Grabowski, znany szerzej jako Grabaż, wokalista słynnej Pidżamy Porno, z której
wyłoniła się inna znana pilska formacja pt. Świat Czarownic (ostatnio koncertująca z Robertem Brylewskim). To wystarczyło, aby stworzyć trwałe środowisko muzyczne, opartego więzi geograficzno-przyjacielskie.


Pierwsze spojrzenie



Choć muzyka Aliansu z pewnością nie należy do specjalnie wyrafinowanej stylistyki, a teksty czasem zdają się grzeszyć uproszczeniami, zacietrzewieniem i pretensjonalnością, to jednak nie sposób odmówić jej wewnętrznego ognia i gęstości przekazu. O czym właściwie śpiewa Alians?


Przyjmuję tutaj założenie, że cały zespół identyfikuje się z przekazem formułowanym przez autora tekstów, wokalistę i gitarzystę w jednej osobie, czyli przez Rafała Kasprzaka (ps.Kazi). Tematykę większości piosenek nie trudno zarysować używając paru
określeń, które w tym kontekście okażą się wyjątkowo znajome i zakreślą krąg zainteresowań zespołu.


Mamy zatem manifesty antypolityczne, rzucane z pozycji anarchistyczno-lewackich, wycieczki antyklerykalne, prześmiewcze komentarze do tzw. otaczającej nas rzeczywistości, która przecież jest po trosze taka, jaką sami tworzymy i jaką otaczać
się chcemy, choć fakt faktem otaczani jesteśmy zewsząd. Do rzeczy. Obraz świata, jaki się z piosenek owych wyłania, jest aż nazbyt znajomy skądinąd. Politycy są skorumpowani, księża obłudni i przekupni ("bogactwo inwentarza jest ważniejsze od ołtarza"), a faszyści są wszechobecni ("faszystowska zaraza niejedno ma imię/ i może mieć całkiem liberalną twarz").




Ale lewackie leitmotywy i obsesje to na szczęście nie jedyna twarz Aliansu, który potrafi zaśpiewać o sprawach ważniejszych niż znana i udowodniona złodziejska mentalność władzy ("nie jest trudno złodziejowi krytykować obce zło,/ sęk w tym, że ja
pier... jego królewską mość" ; "rząd jest zawsze blisko mafii / mafia trzyma z rządem") Niekiedy jednak słuchacz jest zaskakiwany sformułowaniami pełnymi poetyckiej przenikliwości. Rafał Kasprzak potrafi operować ciekawą metaforyką, a niektóre fragmenty zadziwiają sugestywnym i plastycznym obrazowaniem rzeczywistości:




kiedy drzewa padają, a piorun już zszedł

a z gałęzi żywica wycieka jak krew

kiedy światła błyskają jak noże w oddali

moje myśli są sznurem żrących korali





z nieba leci ołów, mamy ciężkie czasy

wytaczamy przeciw sobie słowa i armaty

jak łatwe pionki chcemy wytrącać prezydentów

skończyć choć raz z obłudą na raty

(...)

teraz wiem, że nie mamy nic do stracenia

niech płonie szkło i beton, i ziemia





To właśnie takie fragmenty decydują o wartości tych piosenek, choć nie można też zupełnie zdyskredytować piosenek o "faszystach w parlamencie" zważywszy na wszechogarniającą bzdurność przygniatającej części tzw. piosenek o miłości, które
masowo zjeżdżają z taśm produkcyjnych. Nawet tym zapalczywym i agitacyjnym utworom Aliansu nie można odmówić drażliwej zaczepności i szczerej pasji demaskatorskiej. A że tematyka ta weszła na stałe do zestawu problemów poruszanych przez punkowe zespoły, cóż, widać są to sprawy nadal uważane za aktualne, a poza tym taki przekaz to chwalebny spadek po latach osiemdziesiątych. Współczesnym zespołom postpunkowym patronuje przecież bezpośredniość i bezkompromisowość ideowa Dezertera czy Brygady Kryzys, a nie uładzona i częściowo cenzurowana aluzyjność Perfectu czy Maanamu.




Dla nowofalowych zespołów z lat 80. najważniejszym imperatywem twórczości była szczerość, a w sferze działalności - niezależność od wszystkiego co oficjalne, urzędowe, polityczne, czyli od tzw.systemu. Szacunek kontrkulturowej i zrewoltowanej
publiczności zyskiwała muzyka niekoniecznie wyrafinowana, awangardowa i konceptualna (np.Variete), ale szczera i bezkompromisowa (np.Dezerter). Do dziś środowiska alternatywne tworzą zamknięte światy, tzw. III obieg, na który składają się muzyka, czasopisma (ziny) , koncerty, akcje i demonstracje. Wedle zasady: marginalizacja = radykalizacja, są to grupy przeczulone na punkcie własnej odrębności. Wszelkie, błahe nawet, przejawy kolaboracji z systemem, są karane wykluczeniem ze środowiska i kłopotami ze starą publicznością.


Alians jest bez wątpienia gwiazdą polskiej sceny niezależnej i nigdy nie splamił się udziałem w podejrzanych przedsięwzięciach. Mimo ogromnego potencjału przebojowości (szczególnie teraz!) i przy niewątpliwych szansach na sukces komercyjny nagrań, pilski zespół nigdy nie wkroczył w oficjalny rynek muzyczny. Radio właściwie nie gra ich utworów, w telewizji Alians pokazał się tylko raz (z tego co mi wiadomo), a była to zasługa Roberta Tekielego, który mając za czasów prezesury W.Walendziaka program
Alternativi w TVP, zrobił wtenczas za darmo (z tego co mi wiadomo) tzw. teledyski dla paru zespołów alternatywnych, które z tego medium w zasadzie nie korzystają. Ale jako że od reguły zdarzają się wyjątki, można było zobaczyć w telewizorze ilustrowaną wersję
słynnej piosenki-manifestu pt. "Bomby domowej roboty".


Emocje na wolności



Dla Aliansu najważniejsze są emocje, bo one zdają się gwarantować szczerość oraz są często wystarczającą rękojmią oryginalności i autentyzmu. Alians gra na emocjach i gra na nerwach. Ich przekaz również domaga się emocjonalego odbioru, który z wiekiem - przyznaję to z przykrością - staje się coraz trudniejszy. Emocje na wolności to nie tylko szanse, ale i zagrożenia, wśród których są np. zacietrzewienie, niesprawiedliwe oceny i naiwność, a wszystkie niestety nieobce warstwie słownej Aliansowych utworów.


Westernowa obsesja prawdy i sprawiedliwości



Teraz najprostsze stwierdzenia, jakie do głowy mi przychodzą: Alians jest zespołem poszukującym prawdy i na swój sposób walczącym o sprawiedliwość. Brzmi to naiwnie i prostodusznie, ale modny obecnie cynizm nie musi przecież obowiązywać wszystkich. Prawda jawi się w tekstach piosenek jako wartość podstawowa i niekwestionowana, choć mająca różne oblicza. Garść przykładów:




jak powiedzieć całą prawdę i jeszcze nie skłamać

to jedyne pytanie, które warto sobie zadać





prawda jak zwykle nie jest zabawna

jeśli w ogóle istnieje jakaś prawda





...ale wiem, że prawda jest łatwa do zabicia

przez fałszywe gesty i słowa bez pokrycia





Poszukiwaniu prawdy towarzyszy obsesja sprawiedliwości, która jest wartością nadrzedną nawet wobec takich jak wolność czy pokój. Alians idzie tu za wskazaniem Petera Toscha, którego piosenkę Equal rights wykonują:




Wszyscy mówią o pokoju

nikt nie mówi o sprawiedliwości

Ja nie chcę pokoju

chcę równych praw i sprawiedliwości.





Sami wobec siebie



"Sami wobec siebie" to tytuł jednej z pierwszych piosenek Aliansu. Oddajmy głos samym zainteresowanym, którzy śpiewają często o sobie i o ludziach, z którymi się identyfikują. Tak należy zapewne rozumieć ów podmiot zbiorowy pojawiający się tu i
ówdzie. Zauważyć należy zdolność do autokrytycznego spojrzenia, jakie jest udziałem wypowiadających te słowa.




nieudolni, jeśli chodzi o przetrwanie

zbyt dumni, by pochylić przed kimś czoła

jesteśmy proletariatem autostrad

tam gdzie prowadzi źle oznakowana droga





nasz śmiech jest jak śmiech głuchoniemego

nasze palce są silne, zdolne tylko do złego

potrafimy budować łuki i strzały

jesteśmy jeźdźcami pustynnej galopady

potrafimy się wznosić ponad wysokie wzgórza

potrafimy upadać, w piasku się zanurzać

potrafimy wznosić swój okrzyk bojowy

potrafimy upadać, chowając w piasek głowy





jesteśmy tu po to, by dogadać się z sobą

nie musimy robić nic więcej

najważniejsze to móc patrzeć innym prosto w oczy

codziennie i zawsze, i wszędzie

za każdy swój krok odpowiadasz tylko ty

nigdy nie zapominaj o tym

gdyż świat jest już wystarczająco podły

by nie czynić go jeszcze gorszym





w tej historii nie jesteśmy pierwsi

nie jesteśmy w tej historii ostatni

jesteśmy po prostu kolejnymi

żyjącymi w czasach pogardy





Ich głos staje się ostrzejszy, gdy pojawia się WRÓG:




nie mam ochoty zgrywać miłego człowieka

w świecie, który dla mnie nie jest miły

wtedy, kiedy trzeba i nie ma innego wyjścia

nie zawaham się użyć siły

nigdy nie zgrywałem doskonałego

wiem, że często trudno ze mną wytrzymać

to nie jest jednak powód, bym wysłuchiwał bredni

nie pozwolę nikomu się poniżać





wiem doskonale, kogo nienawidzę

komu nigdy nie podam dłoni





każdy podstęp jest dobry, gdy jest taka potrzeba

wolę szczere piekło od fałszywego nieba

mój organizm bezbłędnie rozpoznaje truciznę

i nic więcej już nie mam do powiedzenia





Wartość pomyłek



Warto słuchać tej muzyki i tych słów, które choć czasem wydają się być mylne, a co najmniej dyskusyjne. Zaprzyjaźniony że mną student socjologii wyraził kiedyś pogląd następujący, piosenek Aliansu dotyczący: "moja liberalnie zorientowana świadomość nie pozwala mi słuchać tego rodzaju lewackich zaśpiewów"


Nie zgadzam się z takim podejściem i jeszcze raz powtarzam: warto słuchać. Muzyka jest do tańczenia, a słowa do przemyślenia, np. takie:




dużo trudniej jest się bić

niż używać długopisu



Niefortunne to stwierdzenie zawiera w sobie jednak pewną prawdę, bo rzeczywiście czasami trudno czynnie bronić swych przekonań, tak łatwo formułowanych na papierze. Dużo więcej jest jednak tych, którym łatwiej zrobić zadymę niż pisaninę. Gdyby tak nie było, mielibyśmy w kraju więcej pisarzy niż dresiarzy. Obawiam się jednak, że owe proporcje przedstawiają się nieco inaczej, a stopień trudności wyżej wymienionych czynności, poddaję pod indywidualny osąd Szanownego Czytelnika.


KrzysztoF FiołeK


skomentuj (0)

Co autor miał na myśli - o swoich tekstach opowiada Tomek Budzyński

PIEŚNIĄ MOJĄ JEST PAN
"Salto delfina i tygrys wśród drzew " są dla mnie symbolem Bożego piękna. Czy może być cos bardziej radośniejszego niż pluskający się delfin? Widok tygrysa przejmuje grozą - rodzi się wtedy bojaźń Boża. Jaka musi być moc, która stworzyła coś tak pięknego? Jakże potężna musi być taka łaska?
Nie wiem, co to jest "wilczy kot", ale za to "głupiec na wzgórzu już wie, co jest co"... To jest dalszy ciąg "Opowieści zimowej", gdzie są słowa "uśmiech na dnie, głupiec na chmurze", który nie wie, co się dzieje i nic nie może powiedzieć...Natomiast w tym utworze głupiec już wie, co jest co - wszystko jest łaską Boga.
Głupiec na chmurze to ja. Od płyty "Legenda" upłynęło już trochę czasu i osadzony wtedy w gnozie nie wiedziałem, co jest co, ale obecnie jest inaczej i to jest odpowiedź na tamtą piosenkę. I pieśnią o wszystkim, również o delfinie, tygrysie i innych sprawach jest Pan, którym jest Pan, którym jest Jezus.
RADIO NRD
NRD to dokładnie Niemiecka Republika Demokratyczna. Dla mojego pokolenia NRD to był synonim najgorszej wiochy. Takiego skrajnego wieśniactwa, które jest nie do zaakceptowania. Coś, co człowiek zawsze chciał zakryć. Jak się o kimś powiedziało: "Ty jesteś z NRD" - to już był przegrany. A ja na drodze odkryłem, że mam w sobie takie NRD, które chcę przed ludźmi ukryć - taka swoją wiochę. I ja naprawdę jestem z NRD a pojawiam się w masce NRF. Pan Bóg mówi do mnie: "Budzy, ja cię kocham jako NRD i kocham ciebie takiego, bo ty taki jesteś naprawdę. A tym NRF się brzydzę".
I dlatego śpiewam "NRD, kocham cię". Bo to Bóg mówi do człowieka. Kocha ciebie w tej słabości, upadku, bo ty jesteś jego dzieckiem. A ja... pochodzę z NRD, z małego miasta Puławy, z prowincji. Jestem biednym chłopcem, który zrobił karierę w punkrockowym zespole. Ja jestem z NRD i Bóg mnie kocha jako Enerdowca i wieśniaka.
ŁAPACZE WIATRU
Są to konstrukcje metalowe znajdujące się najczęściej na kominach browarów. Przybierają one różne ciekawe formy i rzeźby. Ustawiają się tak do wiatru, że dzięki temu idzie cug w kominie. Łapacz wiatru przedstawia okładka płyty "Duch".
Opisałem to jako wspomnienie z dzieciństwa. Moja babcia Aniela zabierała mnie wieczorem na nieszpory. Jak przechodziliśmy koło browaru, to zawsze zatrzymywałem się i patrzyłem jak obracały w dymie. Musiałem stanąć i długo oglądać ten widok. Jak się napatrzyłem, to szliśmy do kościoła. Mieszkam obecnie w Poznaniu i tam znalazłem z kolegą taki łapacz wiatru. Weszliśmy na dach i sfotografowaliśmy go. Nie wiem, czy on się tak nazywa, ale dałem mu takie imię.
We wspomnieniach z dzieciństwa z teatrzyku dla dzieci pamiętam też Fikandra i Brombę, o których czytał przepięknym głosem Wieńczysław Gliński, którego chcę zaangażować do czytania wierszy na mojej solowej płycie.
BURAKI, KAPUSTA I SÓL
Jest to doświadczenie mistyczne, jakie miałem na wagarach. Uciekłem ze szkoły na wzgórza. I jak szedłem tymi wzgórzami - z jednej strony rosły buraki - z drugiej kapusta, a sól... spada z nieba. Pan Bóg codziennie soli ziemię, żeby była smaczna dla człowieka. Jak się nie posoli, to jest niedobre. Pan Bóg codziennie soli i człowiek żyje, i mówi, jakie to życie codzienne jest dobre. I ja widziałem tę sól spadającą z nieba. To było coś cudownego. To wydarzenie ukształtowało moje życie na wiele lat. Było jednym z kluczowych wydarzeń. Pamiętne wagary. Poczułem wtedy, jakie życie jest dobre, jaki piękny jest świat.
SOUL SIDE STORY
Te słowa powstały w języku duchowym. Jest to modlitwa w językach i zostawiłem ten tekst taki, jaki był. Pierwotnie nie było na końcu słowa "Marija". Puściłem taśmę demo jednemu z Ojców Paulinów, który ma charyzmat rozeznania i tłumaczenia jezyków. On posłuchał i powiedział, że to jest piosenka o Maryi. Dodałem więc na końcu imię Marija.
Tytuł nawiązuje do znanego musicalu West Side Story, gdzie jest mowa o walce dwóch gangów, a chłopak z jednej grupy zakowuje się w siostrze swojego wroga. Gangi się nienawidzą, a ich miłość kwitnie, jak związek Romea i Julii. I ten chłopak śpiewa piosenkę, w której występuje imię jego dziewczyny - Marija.
Tytuł, który dałem, mówi o duchowej stronie miłości. Jest to piosenka napisana przez Ducha Świętego.
BRACIA BUM
Jest to taka moja pieśń zainspirowana Pieśnią Słoneczną św. Franciszka z Asyżu. On tam mówił o Bracie Ogniu, Księżycu, Siostrze Wodzie... Bracia mniejsi i więksi to stworzenia, zwierzęta, planety małe i duże. Jest tu wiele moich wspomnień z dzieciństwa i wesołe miasteczko, i klatki schodowe.
Kwadraty, trójkąty i linie przypominają mi obrazy mojego ulubionego malarza Paula Klee. One wyglądają jak malowane ręką dziecka. Cały utwór jest nasycony duchowością św. Franciszka.
BÓG JEST MIŁOSCIĄ
Tutaj wszystko jest powiedziane: "Bóg jest miłością jakiej nigdy nie widziano i nie słyszano"- prawdziwą miłością. Potrzebuję takiej miłości, bo to jest miłość jedyna. Ona jest darem od Boga, a ludzie myślą, że to jest ich własność. Zawłaszczają ją i wtedy ona marnieje i ginie. A ona jest taka, jakiej nigdy nie widziano. Ta piosenka to ciąg dalszy "Skończyłem, rozpoczynaj".
ON JEST TU
Ten utwór powstał jako pierwszy w repertuarze płyty "Duch". To jest taki kerygmat - Jezus zmartwychwstał i żyje. Jest tutaj zawarty również fragment Hymnu do Miłości z drugiego Listu św. Pawła do Koryntian.
Dziękujemy Sylwii i Jarkowi - redaktorom "Desideraty" - oraz Marnej

skomentuj (0)

Nie idź do pracy - The Users

Po tym jakże pomysłowym tytule spodziewałem się czegoś więcej. No i nie tylko po nim. Także po świetnej nazwie zespołu oraz po samym składzie - Brylewski, Świetlicki, Tymański, Trzaska, Kurtis i Olter. Tak po prawdzie podoba mi się tu tylko kilka utworów. Tytułowe "Nie Idź Do Pracy", "Umar Babilon Umar", "Mam dość" i "Kuamie" (dwa ostatnie ze względu na pierwowzory). Reszta to jak na mój gust niestety gnioty. Powtarzanie Świetlikowych piesni typu "Ład-Nie", "Czasami Jestem..." czy też "Gootuj się! Gootuj się!" nudzi straszliwie, a anemiczna wersja jeszcze jednej piosenki Świetlików ("Rege-Piess") znowu niczego nie wnosi. Jakiś cieńki tekst Tymona mający pełnić rolę jeszcze jednego utworu, gdzieś się przewinął... Tak się składa, że Tymon mnie mierzi straszliwie, a do tego zniekształcił linię melodyczną wokalu w "Mam dość". Gdyby nie obecność Brylewskiego, to nie byłoby tu nic godnego uwagi.
Do tej pory uważałem, że do czego tylko Brylewski rękę przyłoży, jest genialne. Niestety, uważam tę płytę za pierwsze kiepskie wydawnictwo z udziałem Roberta. Co nie umniejsza jego geniuszu. Moim zdaniem wpływ Brylewskiego na tę płytę był zbawienny. To naprawdę genialne, żeby wydać raptem kilka dźwięków i sprawić, że taki gniot staje się wręcz znośny. A powiem więcej: cieszę się, że wydałem resztki funduszy na tę płytę.
Pozwoliłem sobie trochę ponarzekać, bo w tytule rubryki napisano "ODCZUCIA", a nie "RECENZJE". Tak po prawdzie nie traciłbym czasu na pisanie o rzeczach niewartych uwagi. Tę płytę polecam każdemu zwolennikowi sztuki alternatywnej.
Szaman Falarek

skomentuj (0)

Yugoton - Yugoton

Wbrew pozorom, którym lubią ulegać BLA BLA BLA, Yugoton to nie Kazik. Wystąpił on tu raptem w trzech piosenkach. Oprócz niego możemy posłuchać także głosów Kasi Nosowskiej, Pawła Kukiza, Grzegorza Nawrockiego, Tymona i Olafa Deriglasoffa.
Melodie pochodzą z dawnej Jugosławi - jest to więc w tym sensie składanka wielu uznanych piosenek, a każda jest przebojem. Teksty napisane są od nowa i zaśpiewane po polsku - moim zdaniem zbyt grzeczne, przez co płyta dociera do zbyt szerokiego grona ludzi (rozumiem, że w Jugosławii były to pieśni alternatywne) typu BLA BLA BLA przyzwyczajonych przez media do innego rodzaju dźwięków, którzy niepotrzebnie się o niej wypowiadają.
Gusta są różne, więc i różne piosenki różnym jednostkom podobają się bardziej - zależy kto jest czyim zwolennikiem. Artyści śpiewają mniej więcej tak, jak byśmy się tego po nich spodziewali - do tego przyzwyczaili nas już w swoich zespołach. Osobiście kompletnie nie podoba mi się słodziutki wokal Tymona (w ogóle płyta dla mnie nieco zbyt słodka ale już to pisałem wyżej). A tak naprawdę swego rodzaju objawieniem jest tu Olaf, który wreszcie po DOBRYCH paru latach znowu wydobył z siebie głos i to z bardzo dobrym skutkiem. Marnował się trochę moim zdaniem skromnym grając tylko na basie (Apteka, Homo Twist, Püdelsi, ostatnio wiele dźwięków u Kazika), ale wreszcie zaśpiewał jak za starych czasów (kto wie gdzie, ten wie)...
Moje ulubione utwory: "Gdy miasto śpi (snem kamiennym)" Nosowskiej i "1000 kawałków" Olafa, w których to Olaf wypowiada się w kwestii BLA BLA BLA - "i nie próbuj narzekać, to nie jest w modzie, zawsze bezpieczna rozmowa o pogodzie; od tysiącleci ten system panuje - co innego mówisz, co innego czujesz".
No to ja kończę, bo już nie chce mi się pisać...
Aha, dodać należy, że nad całością czuwali: Grzegorz Brzozowicz (siła sprawcza) i Olaf Deriglasoff (aranżacje i produkcja muzyczna).
Szaman Falarek

skomentuj (0)

Najfajniejsi na świecie - Meble

Już pierwsze dźwięki rozwalają. Surowy bas i perkusja... Wchodzi głos, a za chwile refren i aż ciarki przechodzą po plecach. Rewelacyjne punkowo-garażowe brzmienie - dla mnie idealne.

Meble to dość mało znana formacja. Jest tu bodajże dwóch muzyków Pidżamy Porno, a wokalistą jest znany skądinąd Paweł Dunin-Wąsowicz.

Piosenki są proste, melodyjne, chwytające. I nie jest to żadnia tania papka. Teksty jak najbardziej na miejscu (najbardziej mi się podoba o prezydencie Piskorskim, który postanowił wyrzucić Wietnamczyków z warszawskiego Placu Konstytucji, coby nie robili konkurencji kucharskiej wielkiemu potentatowi finansowemu). W ogóle mamy tu melodyjny punk i ska poparte radością i prostotą. Żadnego niepotrzebnego kombinowania. REWELACJA.

Jest tu co prawda tylko 6 utworów, ale za to jakich!

(...)

Świetne, żywe granie. I do tego z poczuciem humoru.

Przepraszam, że piszę dość nieskładnie, ale kręci mi się w głowie.

Nadstawiajcie uszu - nie przegapcie Mebli.

Szaman Falarek, maj 2001

skomentuj (0)

Polepione dźwięki - Fisz

Hip hopowa płyta Fisza - jak najbardziej mądre teksty, a muzyka też niczego sobie. "Polepione dźwięki" stawiam w czołówce polskiego hip hopu (choć gusta są różne...) obok Kalibra 44 (brzmienio trochę wolę Kalibra, a tekstowo zdecydowanie Fisza).

Dwa najlepsze moim zdaniem teksty: D.C.P. (Dupsko czas prać) i Bla bla bla. Pierwszy cenię sobie za refren, czyli właśnie za to dupsko, a drugi... No za to BLA BLA BLA, którym katuje nas otoczenie nie pozwalając przy tym niczego innego nam powiedzieć.

BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA

BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA dzień dobry jak leci w porządku BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA

BLA BLA BLA BLA BLA wczoraj tak się najebałem, że całą noc drogi do domu szukałem BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA

BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA tak się najebałam że gdy wróciłam do domu to całą godzinę nad kiblem sterczałam BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA BLA

"Muzyka jest językiem wszechświata" - śpiewał Mammadou w Voo Voo. Teraz można go usłyszeć także na tej płycie. W ogóle mi się podoba. Coooool extra super fajne bla blablaaaaaa

Fisz występuje tu razem z bratem, który brał udział w nagrywaniu płyty "Oov oov" zespołu ojca. Widać klasę - to nie jest żadne bla bla bla - Fisz wie co mówi i ma to we krwi.

Szaman Falarek, kwiecień 2001

skomentuj (0)

Płyta z muzyką - Voo Voo

W pewnym sensie nieco mnie ta płyta zawiodła. Po pierwsze dlatego, że jej tytuł i piosenki, które akurat można było usłyszeć w radiu, sugerowały mi więcej melodii szybciej wpadających w ucho. Dlatego przepełnił mnie bólem brak pieśni "Wyluzuj czapę". Po drugie - odwrót od modnego ostatnio "folku" spowodował zwrócenie się w kierunku dość starych brzmień zespołu, które kojarzą mi się z klimatem płyty "Łobi jabi", gdzie moim zdaniem gitary są zbyt ładne i za małą rzężą. Zresztą co to za odwrót znowu - mam wrażenie, że od tego folku zespół już dawno odstąpił (przykładem choćby płyta "Oov Oov" z roku 1998).

No ale nie ma co narzekać. To wydawnictwo jest naprawdę na poziomie i to oczywiście wysokim. Skoro już mowa o brzmieniu, to podoba mi się to, jak słychać bębny. Są takie przestrzenne, a nie, jak bywa często, obcięte, jakby były generowane przez maszynę cyfrową.

Muzycy spisują się oczywiście wspaniale. Nie ma tu co gadać - choć można zachwalać i zachwalać. Brakuje mi tylko takiego hendrixowego grania gitarowego... No i trochę klimatu z poprzedniej płyty studyjnej, z którym kojarzy mi się tylko jeden tutaj utwór (ale to już kwestia aranżacji, a nie samej gry).

Co do klimatu, to czasem właśnie przypomina mi się płyta "Łobi jabi" (na przykład brzmienie gitary w piosence "Trwa mać" - swoją drogą jak zwykle świetne zabawy słowne!!! - albo "Dziury w całym", albo "Kokoryn" - sekcja smyczkowa), czasem pierwsza płyta studyjna z 1996 roku (piosenka "Człowiek wózków", w której przy okazji Mateo odwołuje się do tego rzekomo porzuconego folku - śpiewa szamańską techniką trzema głosami równocześnie), z płytą "Zapłacono" ("Mylny błąd"- te folkowę dęciaki...), no a raz "Oov oov" ("Ktoś mi zajumał pulower"). Jest więc tych skojarzeń wiele. To chyba nawet dobrze, tym bardziej dlatego, że tak naprawdę płyta ma swoje niezależne brzmienie.

Świetnym dopełnieniem są trzy "Kokoryny" (to od nazwiska jednego pana) - świetne opowiadania napisane przez dzieci z porażeniem mózgowym fenomenalnie przeczytane przez Jana Peszka.

O odcięciu się od pseudo-folku mocno ostatnio promowanego w mediach przypomina Wagiel w pieśni "O czuwaniu", w której padają słowa: "...są różni artyści / postmoderniści / zupełnie nowy / nurt ludowy / przy śledziu i wódzie..."

Płyta nie jest zbyt przebojowa, jak na wymagania polskich rozgłośni radiowych. I bardzo dobrze. Tym bardziej polecam.

Szaman Falarek

skomentuj (0)



podziemna rozdzielnia eteryczna TAJNIAK przy Tajniak SA

Współpraca
znowu ta Łódź
NSBI

strona z bocianami
warmińskie bociany